• Wpisów:24
  • Średnio co: 68 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 20:49
  • Licznik odwiedzin:5 647 / 1719 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przeszedłem do drugiego pomieszczenia , gdzie przed oczyma zdąrzyła mi przemknąc mała lśniąca rzecz. Podszedłem do niewielkiego stojaka osłoniętego szybką, spoglądając w swoje odbicie.
- ale potwór ! Haha - żartowałem. Przyjrzałem się bliżej i za szklaną osłoną dostrzegłem niewielki pierścionek należący do mojego nalepszego przyjaciela , gdy jeszcze byłem człowiekiem. Jego oliwkowa cera zawsze wyróżniała go z nas wszystkich , był wysokim blondynem o szarych oczach. jego bujne brwi zachwycały każdą kobietę w mieście. Mógł miec każda , lecz żadnej nie chciał. Wolał byc samotnym wędrowcem zagubionym w realistycznym świecie. Dobrze go wspominam i niech tak pozostanie.
Poszedłem na górę , do miejsca w którym miałem znaleźc czarownicę. Wszedłem cicho po krzypiących starych schodach, wchodząc do biblioteki. Na wprost mnie znajdowała się kanapa, a na niej siedzacy czarno-biały kot , wtulający się w poduszkę. podszedłem bliżej , aby go nie wystraszyc , i zacząłem szukac jakiejkolwiek rzeczy , która może byc przejsciem do czarownicy. Doskonale wiedziałem , że nie będzie tak łatwo , i na pewno kryje się za tym coś nietypowego.
- khm! - zabrzmiał głos zza moich pleców. Przerażony w duszy , lecz na zewnatrz twardy jak skała stałem w miejscu , udając że nie słyszę.
- Khm Khm! - ponownie zabrzmiał ten dzwięk przypominający lekko kaszel, bądz chrypę.
- Jest pani przeziębiona ? -spytałem w duszy śmiejąc się.
- Co pan tutaj robi. ? - odpowiedziała pytaniem.
- Pierwszy spytałem.
- Nie musi pan rzucac na prawo i lewo sarkazmami. A więc jak ? dowiem się po co pan tutaj przyszedł ? Nie widział pan tabliczki z napisem - WSTĘP TYLKO DLA PERSONELU. ?
- Chciałem znaleźc książkę.
- Poważnie ? ale jednak nie zwalnia to pana z niedostrzeżenia ostrzeżenia
- owszem widziałem ją. - w końcu nie dało się jej niezauważyc. Zielono brunatna tabliczka z wielkim czerwonym napisem stała tuż przed wejściem , a w zasadzie na srodku przejścia , jednak nie zwróciłem na to większej uwagi, interesowało mnie tylko jedno. Znaleźc przejście.
- a więc czego pan dokładnie szukał. ? - kobieta ubrana w czarne spodnie z poleyestru , i białej koszuli z kołnierzykami w koronkę na której środku znajdywały się złote guziczki , które idealnie komponowaly się z jej złocistymi włosami i złoto-czarnymi sandałkami. Sprawiała wrażenie mądrej , jednak naiwnej , wiecznie wolnej kobiety , aczkolwiek zachowywała się przyzwoicie. Na jej prawej klatce piersiowej widniała tabliczka z napisem Dyrektor Miejskiego Muzeum w Bedford.
- Coś na temat historii naszego pięknego miasta.
- tutaj. - postawiła kilka kroków , dochodząc do wielkiej brązowej dębowej szafy ,w której znajdywało się coś jakby archiwa miejskie. Wyciągnęła rękę i podała mi dziennik składający się z około 300 stron kartek a5.
- Dziękuję.
- Nie ma za co , a tak odbiegając od tematu... - zachwiała sie - ma pan dziewczynę? - jej warga drgnęła lekko w górę.
- eee. - zamurowało mnie jednakże miałem zamiar grzecznie odpowiedziec, aby nie urazic kobiety. - Nie, nie mam , ale mam pewną kobietę na oku.
- Na pewno jest urocza.. - posmutniała opuszczając głowę w dół.
- Jest. - a nawet nie wie jak bardzo..
- Hmm. Może jednak umówimy się na kawę ? - dziewczyna jednoznacznie wydawała się jakby próbowała mnie poderwac. Nie wiedziałem co tym razem wymyślec. Nie zamierzałem tego robic , ale nie chciałem byc nieuprzejmy
- Póki co mam plany , może kiedy indziej.
- aha. Nic nie szkodzi. - oparłem łokiec na wystajacy ze sciany fragment deski bądz coś w tym rodzaju. Wejście otworzyło się , a ja nie wiedziałem jak się z tego tłumaczyc. Stałem osłupiały. Po chwili podeszłem do niej patrzac się jej prosto w oczy aby ją zahipnotyzowac.
- Nawet się nie waż.
- o co pani chodzi ?
- wiem ,że jesteś wampirem. - ździwiony , lecz lekko rozbawiony patrzyłem się na nią.
- Skąd ? Jesteś człowiekiem , co możesz zrobic. ? Boisz się ?
- Nie boję się demonów. Mam siostrę , która uprawia magię..
- Jest czarownicą - przerwałem jej w środku zdania.
- Tak można powiedziec , jednak nie jest nią konkretnie z krwi i kosci. Ojciec jest człowiekiem , tak jak ja , a matka czarownicą. Tak wyszło.
- Dlaczego mi to mówisz. Nie boisz się że Ci coś zrobię ?
- Bo wydajesz mi się normalny. Nie boje się tego. Moja matka opowiadała mi o waszej rodzinie. Jesteście jedynymi normalnymi wampirami jakich znała.
- Dziwne.
- Prawdziwe. A tak po za tym ... mogę isc z tobą ? - Spojrzała mi prosto w oczy , a jej ślepia zalśniły.
- gdzie ? - spytałem zszokowany.
- Na dół. Czego szukasz. ?
- Nie, i nie ważne. - Uśmiechnąłem się do niej , spoglądając spode łba
- Zabierz mnie ze sobą - dziewczyna stawała się coraz bardziej nachalna i upierdliwa.

Stanąłem w miejscu.
- co się dzieje ? - spytała pośpiesznie, zaciekawiona całą sytuacją.
- HA HA ! - prychnąłem - jeśli mamy iśc na śmierc to chciałbym chociaż poznac twoje imię.
- no przecież , zapomniałam się przedstawic....

\CIĄG DALSZY NASTĄPI ...
Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!
Po długiej przerwie 2 miesiecy , postanowiłam tutaj wreście zajrzec. Książka ma się dobrze i jestem już z dużym wyprzedzeniem więc codziennie w godzinach 13-14 i wieczorem 21-23 będzie pojawiał się nowy Fragment, mam nadzieję że docenicie moją pracę. + Poprawiam teraz od poczatku, więc te fragmenty są nie zbyt okazałe , lecz zmieni sie to niebawem. Napiszę kiedy dokładnie. +
PIERWSZY ROŹDZIAŁ POPRAWIONY ! do zobaczenia
 

thriftschop
 
wampirki12
 
świetny masz blooog <3 kocham TVD
 

 
"nie cier­pię kiedy odchodzisz za­wie­szam się wte­dy w próżni i cze­kam aż ból poz­wo­li ci wrócić "
 

 
,,przestaliśmy szukać potworów pod naszym łóżkiem, kiedy zorientowaliśmy się, że one są w nas. " <3
 

 
Doszedłem do staroświeckiego muzeum, do którego kiedyś uczęszczałem na lekcje historii. Przy żelaznej połyskującej srebrem bramie stało dwóch strażników. Przechodziłem przez drewniane pomieszczenia , których nie zachwalał odgłos skrzypiącej podłogi. Spoglądając przed siebie zauważyłem medalion należący do mojej matki. Wiedziałem , że muszę go odzyskac.Za sobą usłyszałem dźwięk skórzanych glanów. Gdy łapałem już łapczywie za łańcuszek zatrzymało mnie dwóch otyłych strażników. Jeden z nich chwycił za moje ramię swoją ogromną dłonią , która przy jego ciele wyglądała jak niewielki szczegół.
- Czy mógłbym się dowiedziec co pan tutaj konkretnie robi? - spytał donośnym grubym głosem wyższy z nich.
- Ten medalion należał do mojej prababci - skłamałem , nie mogłem powiedziec prawdy bo by się zorientowali.
- Co w związku z tym? - tym razem podniósł głos mniejszy.
- To , że mam zamiar go odzyskac , nie sądzę że moja nieżyjąca już prababcia chciałaby , aby jej własnośc znajdowała się właśnie w tym miejscu bez jej zgody.
- Ten artefakt należy już do muzea od stu lat, więc teraz jest naszą własnością- toczył rozmowę dalej.
- Nie sądzę.
- Niestety musi się pan obejsc ze smakiem - zaśmiał się lekko.
-czy mógłbym poprosic pana na chwilkę na bok ? - uśmiechnąłem się w jego stronę.
- Oczywiście. - Przeszliśmy trzy metry dalej ze strażnikiem , z którym rozmawiałem przed sekundą. Nie chciałem aby wyszło to spoza naszego kręgu. Spojrzałem mu prosto w oczy.
- Ten medalion należy do mojej prababci, ma pan mi go oddac , zrozumiano? - Jego źrenice powiększyły się, a ja odetchnąłem z ulgą.
- Oczywiście , proszę za mną. - Zwrócił się w kierunku szklanej obudowy , która chroniła przed łapczywymi rękoma nachalnych dzieciaków. Wyjął z kieszeni mały czarny kluczyk i zaczął powoli otwierac szklane pudło przypominające zamknięte akwarium. Gdy ten wyjmował powoli medalion odezwał się młodszy strażnik.
- Ej ! - Chwycił go za ramię - czy mógłbyś na chwilkę pozwolic ? - przeprosił, i zabrał go metr dalej.
-Bill co ty robisz ? mówiłeś , że nie oddasz mu tego naszyjnika. - spuścił brwi i zmizerniał jak ususzone już warzywo.
- Oddaję mu. W końcu to jego własnośc, to należało do jego prababci , więc nie rozumiem tego dlaczego nie miałoby to wrócic do niego. - powiedział stanowczo i donośnie do niższego o głowę kolegi.
- Ale sam przed chwilą mówiłeś , że nie ma takiej możliwości. Będziemy mieli przez to problemy.
- Ojejku czepiasz się. Nie będziemy mieli żadnych kłopotów.
- Dopiero co przyszedłem tutaj do pracy nie chcę od razu wyleciec.
- o to się nie martw, nie ma takiej możliwości.- Znów postawił krok w stronę łańcuszka ,który miał mi wręczyc.
- Czekaj ! - Filip znów zamierzał drążyc temat. Imię wywnioskowałem z rozmazanej plakietki , którą nosił na lewej stronie niebieskiej służbowej koszuli.
- Co znowu ? - lekko zdenerwowany odparł na zaczepkę mężczyzny.
- A jeśli to nie wypali , jeśli nas wyleją ? Co wtedy będzie. - przestraszony spuścił głowę w dół.
- Nikt nas stąd nie wyrzuci , to ja tutaj o wszystkim decyduję. - Chyba zapomniał o tym,że nie jest w tym miejscu szefem , jednak nie miałem zamiaru poruszac tego tematu. Jedyne co mnie w tej chwili interesowało to artefakt.
Niech Ci będzie, ale ja nie brałem w tym udziału- Gruby strażnik ponownie podszedł do szklanej obudowy i wyjął z niej naszyjnik z prawdziwego złota w kształcie koła z dużym niebieskim diamentem. W tamtych czasach diament nie był,aż tak drogi jak teraz, jednakże tylko szlachta mogła sobie na niego pozwolic , a do niej należała moja matka. Stanąłem pośrodku dwóch facetów spoglądając im prosto w oczy.
Nie wiecie jak wyglądam , nic mi nie przekazywaliście, zapomnijcie. - i odszedłem kilkanaście kroków dalej. Stojąc przy innym staroświeckim przedmiocie udawałem , że jestem zwykłym turystą. Przy okazji przyglądałem się ociężałym strażnikom głośno się kłócącym na środku sali. Chwila później opuściłem pomieszczenie myśląc , że nie trwała podłoga zaraz się rozpadnie.
 

 
Doszedłem do staroświeckiego muzeum, do którego kiedyś uczęszczałem na lekcje historii. Przy żelaznej połyskującej srebrem bramie stało dwóch strażników. Przechodziłem przez drewniane pomieszczenia , których nie zachwalał odgłos skrzypiącej podłogi. Spoglądając przed siebie zauważyłem medalion należący do mojej matki. Wiedziałem , że muszę go odzyskac.Za sobą usłyszałem dźwięk skórzanych glanów. Gdy łapałem już łapczywie za łańcuszek zatrzymało mnie dwóch otyłych strażników. Jeden z nich chwycił za moje ramię swoją ogromną dłonią , która przy jego ciele wyglądała jak niewielki szczegół.
- Czy mógłbym się dowiedziec co pan tutaj konkretnie robi? - spytał donośnym grubym głosem wyższy z nich.
- Ten medalion należał do mojej prababci - skłamałem , nie mogłem powiedziec prawdy bo by się zorientowali.
- Co w związku z tym? - tym razem podniósł głos mniejszy.
- To , że mam zamiar go odzyskac , nie sądzę że moja nieżyjąca już prababcia chciałaby , aby jej własnośc znajdowała się właśnie w tym miejscu bez jej zgody.
- Ten artefakt należy już do muzea od stu lat, więc teraz jest naszą własnością- toczył rozmowę dalej.
- Nie sądzę.
- Niestety musi się pan obejsc ze smakiem - zaśmiał się lekko.
-czy mógłbym poprosic pana na chwilkę na bok ? - uśmiechnąłem się w jego stronę.
- Oczywiście. - Przeszliśmy trzy metry dalej ze strażnikiem , z którym rozmawiałem przed sekundą. Nie chciałem aby wyszło to spoza naszego kręgu. Spojrzałem mu prosto w oczy.
- Ten medalion należy do mojej prababci, ma pan mi go oddac , zrozumiano? - Jego źrenice powiększyły się, a ja odetchnąłem z ulgą.
- Oczywiście , proszę za mną. - Zwrócił się w kierunku szklanej obudowy , która chroniła przed łapczywymi rękoma nachalnych dzieciaków. Wyjął z kieszeni mały czarny kluczyk i zaczął powoli otwierac szklane pudło przypominające zamknięte akwarium. Gdy ten wyjmował powoli medalion odezwał się młodszy strażnik.
- Ej ! - Chwycił go za ramię - czy mógłbyś na chwilkę pozwolic ? - przeprosił, i zabrał go metr dalej.
-Bill co ty robisz ? mówiłeś , że nie oddasz mu tego naszyjnika. - spuścił brwi i zmizerniał jak ususzone już warzywo.
- Oddaję mu. W końcu to jego własnośc, to należało do jego prababci , więc nie rozumiem tego dlaczego nie miałoby to wrócic do niego. - powiedział stanowczo i donośnie do niższego o głowę kolegi.
- Ale sam przed chwilą mówiłeś , że nie ma takiej możliwości. Będziemy mieli przez to problemy.
- Ojejku czepiasz się. Nie będziemy mieli żadnych kłopotów.
- Dopiero co przyszedłem tutaj do pracy nie chcę od razu wyleciec.
- o to się nie martw, nie ma takiej możliwości.- Znów postawił krok w stronę łańcuszka ,który miał mi wręczyc.
- Czekaj ! - Filip znów zamierzał drążyc temat. Imię wywnioskowałem z rozmazanej plakietki , którą nosił na lewej stronie niebieskiej służbowej koszuli.
- Co znowu ? - lekko zdenerwowany odparł na zaczepkę mężczyzny.
- A jeśli to nie wypali , jeśli nas wyleją ? Co wtedy będzie. - przestraszony spuścił głowę w dół.
- Nikt nas stąd nie wyrzuci , to ja tutaj o wszystkim decyduję. - Chyba zapomniał o tym,że nie jest w tym miejscu szefem , jednak nie miałem zamiaru poruszac tego tematu. Jedyne co mnie w tej chwili interesowało to artefakt.
Niech Ci będzie, ale ja nie brałem w tym udziału- Gruby strażnik ponownie podszedł do szklanej obudowy i wyjął z niej naszyjnik z prawdziwego złota w kształcie koła z dużym niebieskim diamentem. W tamtych czasach diament nie był,aż tak drogi jak teraz, jednakże tylko szlachta mogła sobie na niego pozwolic , a do niej należała moja matka. Stanąłem pośrodku dwóch facetów spoglądając im prosto w oczy.
Nie wiecie jak wyglądam , nic mi nie przekazywaliście, zapomnijcie. - i odszedłem kilkanaście kroków dalej. Stojąc przy innym staroświeckim przedmiocie udawałem , że jestem zwykłym turystą. Przy okazji przyglądałem się ociężałym strażnikom głośno się kłócącym na środku sali. Chwila później opuściłem pomieszczenie myśląc , że nie trwała podłoga zaraz się rozpadnie.
 

 
Przepraszam , że póki co nie ma następnego rozdziału , ale coś mi się popsuło i nie mogę dodac nic dłuższego. mam nadzieję , że w środę lub w sobotę już się ukaże
  • awatar ♥ Księżniczka w Trampkach ♥: Ouu ... Fajne *q* heh Zapraszam do mnie do wzięcia udziału W projekcie Wbij, dowiesz się o co chodzi :)
  • awatar fucking shit †: ciekawie tu, nie powiem ze nie*-* dobry blog:) + zapraszam serdecznie do siebie, jeżeli spodoba ci sie mój ostatni post, śmiało skomaj, a odwdzięczę sie w jakiś sposób. pzdr♥
  • awatar Natalcia21: Uwielbiam Twoje historie :) nie pierwszy raz odwiedzam Twojego bloga ;3 Zapraszam do mnie i do komentowania :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
,, Kochany Pamiętniku ! Dzisiejszy dzień nie ma najmniejszego sensu. Bethany została wampirem , a ja muszę szukac dla niej rzeczy która pomoże jej w poruszaniu się po ulicach w dzień. Nie chodzi o to , że tego nie chcę, bo tak nie jest , ale o to ,że nie mam pojęcia czy uda mi się to dla niej załatwic. Spotkałem Caroline, nie widziałem się z nią od kilkuset lat , miło było ją znów zobaczyc. Przypomniała mi czasy gdy to właśnie z nią imprezowałem, Caroline pomogła mi przezwyciężyc moja naturę i zachowywac się jak człowiek, a to teraz ona jest tym samym co ja.. i to przeze mnie. Przez moją głupotę , która nie ma końca. Jak każdy popełniam błędy, ale ten był nie wybaczalny. Nic się nie zmieniła , nie wiem jak teraz będzie zachowywała się w stosunku do mnie. Była to nasza pierwsza rozmowa od tamtych czasów. Boję się co będzie z Beth gdy Caroline się o niej dowie... czy wybaczy mi to kim teraz jest ? Nie chciałem , żeby stała się potworem , sama tego pragnęła... a ja zrobiłem to dlatego bo... Nie wiem czy to uczucie da się opisac. "

Zwróciłem się w kierunku zamieszkanego przez dużą grupę ludzi osiedla. Kierowałem się na wschód.
Jak powiedziała Caroline , czarownica jest w tym samym miejscu co kiedyś. Muszę przemierzyc sporą drogę. Przechodziłem przez akwedukt, na którym zawsze od kilkuset lat przesiadują zakochane pary. Ja również to robiłem , ale teraz uświadomiłem sobie , że to nie była miłośc, lecz zauroczenie.
Zwróciłem się w kierunku zamieszkanego przez dużą grupę ludzi osiedla. Kierowałem się na wschód.
Jak powiedziała Caroline , czarownica jest w tym samym miejscu co kiedyś. Muszę przemierzyc sporą drogę. Przechodziłem przez akwedukt, na którym zawsze od kilkuset lat przesiadują zakochane pary. Ja również to robiłem , ale teraz uświadomiłem sobie , że to nie była miłośc, lecz zauroczenie. Krok z krokiem coraz bardziej uświadamiał mi , że nie warto załamywac się umyślonym nie powodzeniem , bo jeszcze nic straconego , może czarownica Paula mi pomoże.
WSPOMNIENIE : - AKWEDUKT.
- Ej przestań , tak nie wolno ! - wykrzyknęła Anabeth.
- wszystko wolno - chwyciłem ją za talię chcąc pocałowac jej jasno różowe usta. Wyrwała się z mych obięc.
- Ja przestrzegam zasad , ty też powinieneś. - schowała ręce za plecy i ruszyła spokojnym krokiem w stronę portu.
- Gdzie już mi uciekasz kochanie ? - rzuciłem słowa w jej stronę.
- tam gdzie odnajdę szczęście. - puściła oczko w moją stronę , a ja stałem w miejscu jak zamurowany. Prawa warga uniosła się lekko w górę próbując dosięgnąc oka.
- Czekaj ! - Podbiegłem do niej chwytając ją za ramię.
- To wbrew zasadom - prychnąłem.
- Zasady ustalasz sobie sam - wpadła w śmiech, a ja schyliłem głowę w dół nie wiedząc co odpowiedziec.
- Oczywiście Panno Ano, a moje zasady są takie , że nigdy nie opuszczam towarzystwa kobiet. - rzuciłem w jej stronę.
- Nikt nie powiedział o tym , że jeśli kobieta nie chce towarzystwa mężczyzny prosi go o opuszczenie ,a wtedy ten jest do tego zmuszony.
- Tutaj muszę się z Tobą zgodzic, lecz to nie zmienia faktu , że mimo pańskich próśb o odejście , tego nie zrobię - mina mi zbladła , czekając na jej odpowiedź.
- A czy ja o to prosiłam ?! - spojrzała w moje oczy. - podałam tylko przykład. - rozweseliłem się i podałem jej swoje ramie. Chwyciła za nie i ruszyliśmy w daleką podróż.
TERAŹNIEJSZOŚC : to była moja pierwsza miłośc, która na prawdę była wart poświęcenia. Kochałem ją , ale ona mnie skrzywdziła. Teraz nie wiem gdzie się znajduję i nie chcę tego wiedziec. żyje? wszystko jest możliwe, ale teraz liczy się teraźniejszośc.

Bardzooo krótkie , ale no niestety nie mam czasu pisac postaram sie na niedzielę napisac dłuższy rozdział ale nie obiecuję
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
,, PAMIĘTNIK KLAUSA"
Wyszedłem. Z domu w którym to wszystko się zaczęło. Jej życie się zmieniło , ale wierzę w to, że dzięki temu moje również. Cokolwiek teraz robiłem , nabierało innego sensu..robię to dla niej, aby ona była szczęśliwa. Nie wiem co mnie tak do niej ciągnie , nie wiem czy to miłośc czy może cokolwiek innego , nigdy nie czułem się tak wzniesiony..jak gdyby 3 metry nad niebem. Coś w niej jest niezwykłego , z czym nigdy przez moje 165 lat się nie spotkałem. Nie jestem wspaniałym wampirem , zwiedziłem kawał świata , lecz to za mało aby wiedziec wszystko. Stoczyłem kilkanaście bitew , ale to za mało by uważac się za bohatera, kochałem wiele dziewczyn , lecz to za mało aby wiedziec o miłości wszystko. Nie sądzę , że kiedykolwiek zmienię coś w tym bezlitosnym świecie, w zasadzie to ja tutaj jestem tym złym. Ja zabijałem ludzi chociaż później tego żałowałem , to ja torturowałem innych by wydusic z nich prawdę. Jestem potworem, a to wszystko działo się pod wpływem mojej osoby, przez to kim teraz jestem... Nie zaznam już pełnego szczęścia, nie posmakuje już ludzkiego życia. Nigdy nie umrę, chyba że z rąk jakiegoś wampira , lub człowieka , który dowie się o moim istnieniu. Będę żył wiecznie , aż do znudzenia, i miejmy nadzieję , że ona wraz ze mną. Jej oczy, nie były jak u zwykłego wampira. Zwykle mają kolor czerwony jak krew , lecz u niej miały połysk bieli z przejaśnieniami błękitu. Jest INNA, wyjątkowa. Mimo , że jej jeszcze do końca nie znam wiem, że jest wspaniała, nie taka jak inne kobiety , które dotąd zdążyłem poznac , a były ich setki a nawet tysiące. "
Chwyciłem za klamkę zamykając drzwi przed nosem Bethany. Było mi jej trochę , żal musiała się w końcu nudzic w tym odludnionym pokoju. Nie mogła przebywac teraz w otoczeniu ludzi. Każdy człowiek , który przechodził chociażby obok okna powodował ostry ból gardła. Każdy wampir chciałby napic się świeżej krwi prosto z tętnicy. Nawet ja, ale znam tego konsekwencję i nie chcę żałowac tego kolejny raz. Puściłem drzwi , zamykając je na klucz. Przynajmniej tam była bezpieczna. Ruszyłem na wprost. Szedłem chodnikiem wyłożonym szaro barwnymi marmurowymi kostkami ułożonymi w różnorodne kształty. Wzdłuż alejki rozciągał się długi pas przebiśniegów.
- Hej Ty ! - krzyknął ktoś w oddali - oczy rozszerzyły się a słuch wytężył jeszcze bardziej. Skupiony byłem tylko i wyłącznie na tym głosie. Czy kiedykolwiek go słyszałem ? możliwe ,ale jednak nie miałem zielonego pojęcia.
- Tak? - obróciłem się o 180 stopni. Na wprost mojej twarzy stał dośc niski mężczyzna o oliwkowej karnacji. Jego zielone jak trawa oczy idealnie komponowały się z jego cerą i bujnymi krzaczastymi brwiami. Zęby lekko wystające, lecz przy uśmiechu wyglądały całkiem schludnie. Mężczyzna ubrany w czarną marynarkę z pozłacanymi nicmi, jak gdyby wybierał się na jakieś wesele.
- Pamiętasz mnie ?!
- Nie koniecznie. - zmarszczyłem czoło , spoglądajac mu natychmiastowo w oczy.
- rok 1895 Virginia. Piliśmy razem drinka w barze ,,Maximus" pamiętam to jak dziś. Rozpaczałeś po.. jak to jej było... Mariannie. tak cudowna z niej kobieta.
- Ba, no jasne , że pamiętam. Haa wiesz co się z nią stało?
- O ile dobrze mnie poinformowano to uciekła, była tchórzem.
-Ach, tak właśnie myślałem.
- Ciekawe czy jeszcze żyje, podobnież Mike jej szukał przez kilkadziesiąt lat, i spotkał ją właśnie w Virginii. Jakby nie mogła z nim porozmawiac tylko całe życie ucieka.
-Dokładnie tak , w każdym razie nie była wart naszego towarzystwa.
- I tu się z tobą zgodzę. On nie był bardzo mściwym człowiekiem , może by jej wybaczył. Nie zrobiła w końcu nic takiego poważnego... - ze śmiechu zmienił twarz w bardziej poważną.
-Nic poważnego - prychnąłem. - tylko zabiła jego dziewczynę. Był wściekły, podpalił dom w którym często się z nią spotykał, bo chciał zapomniec. Nie wiem czy będzie jej tak łatwo uciekac.
- Ha Ha ! da sobie radę , w najgorszym przypadku zginie jak jej ,,PRZYJACIEL" - morderca.
- Wiesz , nie zależy mi już na jej życiu, od 1900 roku przestałem o niej całkiem myślec i zająłem się swoimi sprawami.
- I dobrze zrobiłeś, nie warto tracic czasu na takie bzdety. - podniesionym głosem powiedział.
- Wiesz, ja muszę już iśc, mam pewną sprawę do załatwienia. Słuchaj dał byś mi swój numer ?
- Oczywiście 903-587-238 dzwoń w razie czego.
- Wiesz potrzebna mi będzie raczej pomoc więc zakładam , że zadzwonię.
- a to co planujesz zrobic. ? - z niedowierzaniem przyglądał się ku mojej osobie.
- Pogadamy innym razem. Muszę leciec. Na razie.
- no cześc. - i ruszyłem w swoją stronę.
Na wprost mnie asfalt i jeżdżące po nim różnorodne samochody , większośc z nich to citroeny i seaty. Zwróciłem się w kierunku parku , w którym to wszystko miało się zacząc. Doszedłem. Dzisiaj ostatni dzień zimy, przechadzałem się przez park. Wyłączyłem uczucia, mój umysł , który zacmiewał mi racjonalne myślenie ,i przyglądałem się każdemu szczegółowi. Spoglądając na fregment zielonej trawy przypomniałem sobie stare czasy , kiedy z moimi przyjaciółmi gdy byłem jeszcze człowiekiem graliśmy w piłkę nożną w tym miejscu. Chociaż są inne stoły , chociaż wszystko się tutaj zmieniło zawsze będę pamiętał o moim człowieczeństwie. Nadchodzi wiosna , śnieg topnieje a słońce powoli ale skutecznie przebija się przez grubą szarą połyskującą platyną warstwę chmur. Większośc ludzi wychodzi już ze swoich domów zasmakowując świeżego powietrza , które z każdym wdechem dodaje im więcej sił. Co chwila znajdowałem się w innym miejscu. Obok kilka nowych drzewek. Ich puste korony powoli zaczytały ożywac. na przeciwko staw przy , którym często przesiadywałem z moją matką, która już dawno nie żyje. Paula- tak się nazywała, czasami brak mi jej towarzystwa. Uwielbiała karmic kaczki, a teraz czuję jakby to miejsce było puste. Wróciłem do tego miasta po raz trzeci, chociaż myślałem że to nigdy nie nastąpi. Z jednej strony cieszę się z tego powodu lecz z drugiej.. nie wiem jak potoczy się mój los. Muszę się spieszyc. Beth zgłodnieje do wieczora , wiec muszę to załatwic szybko.
Przed oczyma przemknęła mi jakaś postac. Średniego wzrostu kobieta , z długimi gęstymi czarnymi włosami, przyglądała się mi. Gdy tylko odwróciłem wzrok w drugą stronę , zniknęła. Ale jednak widziałem jej cień. Postanowiłem za nią pójśc.
- Caroline ?! Caroline?! - wykrzyczałem zza roku.
- Och młody Klaus, dawno się nie widzieliśmy.
- Tak to prawda. Mam do Ciebie sprawę.
- słucham - chwiciła mały kosmyk włosów obkręcając go wokół palca i oparła się o ścianę.
- Wiesz może gdzie w tej chwili znajduję się czarownica z rodu Melanów.?
- Możliwe, ale powiedz mi kochany do czego Ci ona potrzebna. ?
- Po prostu potrzebna. -odparłem, Caroline lubiła się drażnic, była świetną kobietą ,aż do czasu gdy nie została przemieniona, a to tylko i wyłącznie moja wina, gdybym wtedy tam z nią był.. Tak będąc wampirem kolegowałem się z nią.
-Tam gdzie zawsze , 4 piętro.
- Dzięki. - uśmiechnąłem się do niej.
- a całus za przysługę. - prychnęła
- Chyba kopa - zaśmiałem się.
- Ach jesteś taki sam jak kiedyś , zabawny Klaus, tylko czy tak samo spragniony krwi.- na mojej twarzy pod oczyma zrobiły się popękane ślady, przygotowawcze do polowania.
- Już nie. - wraz z moim wypowiedzianym słowem, ślady znikły, jak moja nadzieja w to że kiedyś będę jeszcze człowiekiem.
- Ale nie pożałowałeś kiedyś mojej krwi. - odwróciła głowę.
- Byłem młody.
- Może dasz mi jej teraz.- spojrzała swoimi brązowymi oczyma. Dawanie krwi innemu wampirowi jest czymś osobistym , nie mogłem tego zrobic, nie jej.
- Może ktoś inny to zrobi. - zniżyłem lekko głowę. Wiedziałem , że nie będzie z tego zadowolona.
- Może... przynajmniej nie będziesz żałował.
- Nie miałbym czego, ale mam już wybrankę, z którą w razie wypadku podzielę się swoją krwią.
- Okej, idę. - jej twarz zbladła jeszcze bardziej , była biała jak ściana. Na uliczce nikogo nie było. Kobieta uciekła wampirzym tempem niezauważalnie dla zwykłego człowieka.
- jeszcze się spotkamy - powiedziała z dużej odległości ode mnie. Tylko ja zdołałem to usłyszec.
- Na pewno - uśmiechnąłem się.

CIĄG DALSZY NASTĄPI ...
Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!
Następny rozdział przewiduję na sobotę.
Mam nadzieję , że będziecie czytali.
+ Ten rozdział jest z dedykacją dla http://bravelittleangel.pinger.pl/ czyta każdy rozdział , za co bardzo jej dziękuję Wchodźcie na jej bloga <3
  • awatar bravelittleangel: Ojej, dziękuję za dedykację :* Naprawdę dziękuję :) Jak to się dobrze składa, będę mogła już dzisiaj przeczytać kolejny rozdział :)
  • awatar marcela po tacie: super czytam wszystkie rozdziały i wszystkie są mega czekam na na następny rozdział z wielką ciekawościom :):):):):):):
  • awatar PORCELANDIA: Super ^.^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Obróciłam się w drugą stronę wtulając głowę w poduszkę czekając aż moje życie się skończy.
Mijały kolejne minuty , a ja byłam coraz słabsza. Nie miałam już nadziei. Zamykałam powoli oczy aby opuścic ten świat. Usłyszałam kroki dochodzące z dworu. To chyba Klaus. Otwierał drzwi swoimi kolorowymi kluczami. Wszedł spoglądając na mnie. Uśmiechnął się.
- Jak jest ? - spytał siadając obok mnie.
- Wspaniale - wydusiłam resztkami sił. Mój głos był jak osoby w podeszłym wieku, która ma co najmniej sto lat. Chwycił za torbę, którą przywlókł razem ze sobą. Wyjął jakiś czerwony woreczek, z niedużym otworkiem.
- Masz, pij - uśmiechnął się w moją stronę, a ja spojrzałam w jego oczy ,widząc odbicie moich które same w sobie mówiły ,, czy ty sobie ze mnie żartujesz " - Pij, nie żartuję. - Chwycilam mocno za woreczek przechylając lekko w górę.
Wszystko we mnie buzowało , każda żyła pulsowała. Gardło paliło , a krew którą piłam zaspokajała pragnienie , jak miód ból gardła. To było coś wspaniałego , coś czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Worek opustoszał, a ja pragnęłam więcej. Wiedziałam, że będę musiała nad tym panowac , ale nie miałam zbytnio ochoty. Podniosłam się z łóżka jak nowo narodzona, i w wampirzym tempie podeszłam do okna. Promienie słoneczne poparzyły mnie. Odsunęłam się z powrotem. Uroniłam łzę. Jak mam byc wampirem ? nie chciałam przecież opuszczac domu tylko wieczorami.
- jak ?! - wystraszona rozglądałam się po całym pokoju skupiajac największa uwage na Klausa.
- Nie martw się, niedługo dostaniesz to czego szukasz., odnajdę tą rzecz.
- Nie rozumiem, co masz na myśli mówiąc ,, rzecz " ?
- bo wiesz, w wampirzym świecie jest inaczej. Poparzyło Cię słonce więc jak już sama się domyśliłaś , nie jesteś na nie odporna. Jest taka rzecz , pierścień , naszyjnik , kolczyk cokolwiek , wyrabiany przez czarownice. Rzucają czar na jakikolwiek przedmiot, ale oczekują również zapłaty. - wzdrygnęłam się na samą myśl o zapłacie.
- Co trzeba zrobic ? - moje źrenice rozszerzyły się a mina zbladła.
- Teraz to nie istotne... jesteśmy tacy sami. -Puścił oczko, chwycił za klamkę i znów mnie opuścił, lecz tym razem było inaczej. Byłam Wampirem. Wiem , nie mogłam nigdzie uciec bo promienie słoneczne dają mi popalic. Schowałam się pod kołdrę , włączając telewizor. Jego dzwięk był trochę inny , nie taki jaki słyszałam będąc jeszcze człowiekiem. Wszystko wydawało się inne. Kolory nabrały innych zabarwień , mocniejszych. Mój obraz był coraz ostrzejszy, mój słuch , węch wszystko nabierało innego znaczenia. Słyszałam ludzi przechodzących przez ulicę , słyszałam o czym mówią. Podobało mi się. Zapach - ach czułam lekki wiosenny , świeży aromat wiosny. Teraz wszystko miało byc inne, lecz jest jedno pytanie.
,, Czy Klaus załatwi mi cokolwiek , abym mogła wychodzic na słońce ? " Nie chcę , opuszczac domu tylko w nocy, tylko po to aby się pożywic , nie o to mi chodzi...
,, PAMIĘTNIK KLAUSA " FRAGMENT
Wyszedłem. Z domu w którym to wszystko się zaczęło. Jej życie się zmieniło , ale wierzę w to, że dzięki temu moje też. Cokolwiek teraz robiłem nabierało innego sensu. Robię to dla niej... "
CIĄG DALSZY NASTĄPI ...
Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!

BARDZO KRÓTKIE PRZEPRASZAM , ale nie mam czasu , sami rozumiecie, szkoła itp
Następnym razem postaram się aby był dłuższy
  • awatar Gość: zajebiste! wbij!
  • awatar xxxAnielskaxxx: mega! :>
  • awatar Klaroline♥: Lubisz Klaroline z Pamiętników wampirów ? A więc zapraszam do siebie, prowadzę bloga o tej parze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

thriftschop
 
wiolaw672
 
Hej , zostałaś przeze mnie nominowana. Reszta informacji na moim blogu
 

thriftschop
 
zwyczajna56
 
Zostałaś przeze mnie nominowana. Reszta informacji na moim blogu
 

thriftschop
 
fuckit11
 
ZOstałaś przeze mnie nominowana . Reszta informacji na moim blogu
 

thriftschop
 
infinitesmilee
 
Jestes przeze mnie nominowana , reszta informacji na moim blogu
 

 
Nie czułam już nic..
Możliwe nawet , że teraz wszystko się kończyło. Zarówno jak i moje życie. Czułam w sobie jego ostre zęby ,jak coraz bardziej wypijał moją krew. Wiem , że ze sobą walczył , ale nie przestawał. Głód był za silny. Nachodziły mnie różne myśli. Może mogłam inaczej wykorzystac swoje życie, nie ukrywając się przez ostatnie miesiące, lecz zbliżająca się rocznica nie dawała mi zapomniec. W tej samej chwili świat znikł mi z oczu. Teraz cały obraz, to co widziałam żyło tylko w mojej głowie. Nie mogłam otworzyc moich ślepi. Nie miałam już siły. Nogi uginały mi się z chwili na chwilę coraz bardziej a moje serce biło już znacznie wolniej.
Bum ........
Bum .............
Bum....................
Czy dobrze zrobiłam idąc z Claire do Kina ? Może nie doszło by do tego , chociaż wtedy to ona mogła by byc jego łupem. Wolałam to ja zginąc , należało mi się.
Opadłam z sił, nie mogłam dłużej utrzymac się na nogach mimo iż walczyłam... Nie tylko z Klausem , z jego głodem , ale i z samą sobą. Nie czułam już jego kłów , ani krwi która cały czas spływała po mojej szyi. Nie czułam już niczego...
Serce znów zmieniło swoje tempo , na jeszcze wolniejsze.
Chłopak oderwał swoje zęby ode mnie. Jego oczy nie były już szare , ani piwne , tym razem ukazały się w kolorze czerwonym , lekko mocniejszym od kwiatów które spadały nam na głowę. Dotknął moich polików.
- Przepraszam - przejechał po niej dłonią , zostawiając ślady. Tym razem wgryzł się w swoją rękę karmiąc mnie krwią. Smakowała jak każda inna , rdzą. Uleczył mnie, spoglądając na mnie załzawionymi oczyma. Miał sumienie. Wampiry czują o wiele mocniej. Chwycił moją głowę obiema rękoma , przekręcając w prawą stronę. Ciemnośc...
Nie wiem co się stało. Poszłam do nieba? czy może do piekła ? , całe życie przeleciało mi przed oczyma w krótkim czasie , nawet nie zdążyłam się zorientowac a już widziałam naszą rozmowę z Klausem na górce. Ostatnie wspomnienia przeminęły.
.
.
.
Kilka godzin później obudziłam się na łóżku przykryta niebieską kołdrą. Byłam w małym pokoju , który na wprost łóżka miał ogromny plazmowy telewizor. W rogu stał skórzany fotel w kolorze jasnego brązu. Okna w pokoju były zasłonięte tak , że słońce ani trochę nie przedzierało się do środka. Obok okna dwie pary drzwi. W pokoju było duszno. Podeszłam do parapetu uchylając okno. Promienie słoneczne zaświeciły prosto na mnie, i pierwszy raz w życiu nie było to przyjemne. Zasłoniłam żaluzję, czujac przy tym ogromną ulgę. Usiadłam z powrotem na łóżko, chwytając za czarny pilot. Wcisnęłam trójkę , i pojawiła się chyba najpopularniejsza stacja ,, Polsat ". Nie zbyt długo oglądałam , bo wszystko mnie drażniło. Mój słuch był jakiś wytężony. Za oknami przechodzili ludzie , których bezproblemowo słyszałam. Postanowiłam sprawdzic co jest za drugimi drzwiami. Otworzyłam je , i weszłam do pięknej czerwono- białej kuchni. Klaus stał za blatem i gotował wodę na herbatę.
- Dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś ? - wrzasnęłam lekko na niego. Właściwie go nie znałam , a on przyprowadził mnie do ,,swego domu " Przypomniałam sobie dzisiejszy ranek. Chwyciłam za szyję , ale nie było śladu. Pamiętam tylko , że mężczyzna mnie uzdrowił , ale dalszego ciągu nie jestem pewna.
- a dlaczego nie ? - uśmiechnął się.
- w ogóle o co Ci chodzi ? - rozkojarzona powiedziałam. - Ty ty ... się na mnie pożywiłeś !
- O nic , chcę abyś była szczęśliwa. Tak to fakt.- woda zaczęła się gotowac. Straciłam panowanie.
-Wyłącz to dziadostwo - wykrzyczałam ile miałam pary w płucach. Czułam się o wiele lepiej, niż wcześniej, ale jednak coś było innego. Zaczęłam pragnąc ... krwi. Te czerwone kolory jeszcze bardziej mi o niej przypominały. Stół był srebrno- szary , stał w rogu.
- Spokojnie. - wydusił jakimś lekko zagubionym głosem.
- Jak mam byc spokojna ? cały czas myślę o ... grr co Ty mi zrobiłeś ? - złapałam się za głowę przesuwając mocno krzesło , które momentalnie zaskrzypiało o ciemno barwną podłogę.
- Po prostu, przechodzisz przemianę - spuścił głowę w dół.
- Co?! - kolejna porcja mojego zdenerwowania.
- Wiesz tutaj masz herbatę , która pomoże Ci zapomniec o głodzie. Ja muszę wyjśc. Spotkamy się później. - Położył picie na stole myśląc , że to wszystko rozwiąże. Wyszedł zamykając mnie na klucz. Każdy mój ruch wydawał się inny , jakikolwiek ruch był inny. Czy to czajnik , telewizor , a może nawet coś innego. Największą udręką było światło. Sama się nie dziwiłam. W końcu miałabym byc wampirem , ale jak mam tego dokonac skoro nie mogę sie pożywic bo tkwię w tym mieszkaniu. Nie chcę ranic więcej osób , ale to chyba będzie konieczne. To też moje marzenie więc...
W moich żyłach krew zaczęła szybciej przepływac , a serce szybciej bic paląc mnie od środka. Serce biło odmiennie , szybciej niż u człowieka. To kim ja właściwie teraz jestem ?
Czy Klaus wróci ? czy po prostu zostawił mnie tutaj na śmierc.. ? nie wiem co juz o tym myślec. Położyłam się. Nie mam wyboru , albo się pożywię , albo umrę. Czekałam na Klausa kilka godzin , gardło mi wyschło , a pragnienie było jeszcze gorsze. Nie miałam siły się już ruszac. To.. Czujesz , że nie masz możliwości obrony musisz po prostu czuc i pomału w tym bólu umierac. I tak chyba się stanie , umrę...
CIĄG DALSZY NASTĄPI ...
Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!
PODOBA SIĘ ? :> <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Wyglądał nieco inaczej. Włosy tym razem lekko roztrzepane pachnące miodem, oczy po raz kolejny zmieniły swój odcień, a twarz przybrała okrąglejszych kształtów. Jego zapach.. był całkiem inny niż mężczyzn , których znam. Ten był o wiele słodszy i rozpylał się wszędzie. Coś mnie do niego przyciągało , nie do końca sam zapach, ale i on. Stał w rozpiętej niebiesko-białej kurtce , pod którą była szara koszulka. Do tego miał czarne spodnie. Wokół nie było nikogo , więc w razie potrzeby nie miałam się do kogo zwrócić. W głębi duszy pragnęłam aby coś takiego nie miało miejsca. Chłopak wychodził z czarnej uliczki , która z biegiem czasu wydawała się jaśniejsza, być może od śniegu leżącego na drodze. Jego kroki były coraz szybsze , a moje serce tak jak on nabierało tępa. Głowa pulsowała , niezniesionym bólem. Złapałam się za nią, stojąc w bezruchu. Podszedł do mnie chwytając za rękę.
- Wszystko w porządku? - Zapytał nieznajomy.
- tak , jest okej. - Teraz wszystko w mojej głowie się zmieniło, nie brałam go za złego... ale przecież jak każdy człowiek mogłam się mylić.
- Może się przejdziemy ? - spytał patrząc się na mnie słodkimi oczyma, które same w sobie mówiły ,, no zgódź się " - Tak też zrobiłam.
- Jak się nazywasz ? - zadał kolejne pytanie, wypowiadając to jak aktor grający w filmie.
- Bethany ,a Ty ? - spojrzałam na niego mymi brązowo-piwnymi ślepiami.
- Ni... Klaus , po prostu Klaus. - uśmiechnął się.- skąd ja Cie znam ? - zastanowił się chwilę. - Nie mogę sobie przypomnieć , może Ty coś pamiętasz ? odwrócił głowę patrzącą na stara latarnie , zwracając wzrok w moja stronę.
- Ha , niestety nie. - moje usta drgnęły. Doszliśmy na jakąś ciemną, starą kamienice , na której już dawno nikt nie mieszkał.
- szkoda. - Jego mina zbladła, ale w tej ciemności nie było tego widać.
- Wiesz ja muszę już iść do domu , rodzice się pewnie denerwują. - Obróciłam się i zaczęłam iść z powrotem. Chłopak był kilka metrów ode mnie , ale w mgnieniu oka dotarł do miejsca w którym się znajdowałam.
- Ej, czekaj ! - krzyknął.Obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- tak ?
- Wiesz chciałem Cię gdzieś zabrac..
- To bardzo miłe z twojej strony , ale moi rodzice.. Oni nic nie wiedzą.
- Nie martw się już to załatwiłem. - Odpowiedział stonowanym głosem.
- Co? Jak ? skąd ? - mówiłam to co mi wpadło do głowy.
- Nie przejmuj się wszystko w swoim czasie. - uśmiechnął się. - To jak pójdziesz ze mną ?
- Ale ja nie wiem - zamyśliłam się. Wcale go nie znałam , więc nie było nic dziwnego w tym , że zastanawiałam się nad pójściem z nim.
- Zaufaj mi nie będziesz tego żałowała , zabiorę Cię w magiczne miejsce. To czego pragnęłaś przez wiele dni , spełni się. - Zaufac nieznajomemu ? czy to nie głupota ? ale jeśli ma spełnic się moje marzenie..to chyba warto.
- Wchodzę w to ! - na mojej twarzy ukazał się uśmiech , zarówno jak i u niego.
- No to wspaniale. - Zaczął prowadzic . - chodź za mną. - Zrobiłam tak jak powiedział. Doszliśmy do parku , a za nim wielka górka kilkaset metrów dalej. Niebo ponownie zmieniło kolor w czarny a na nim ukazały się małe światełka. Górka obrośnięta trawą odznaczała się od innych , i wielkością i swoją magią. Wdrapaliśmy się na nią, siadając na samym czubku patrząc w gwiazdy.
- Podoba Ci się tutaj ? - spytał spoglądając na mnie swymi piwno-zielonymi oczami.
- Oczywiście - odpowiedziałam nadal patrząc w górę.
- Musze Ci się do czegoś przyznac.- Jego mina zbladła , twarz zrobiła się blada jak ściana, a ja wreszcie spojrzałam się na niego.
- Tak ? - z zaciekawieniem powiedziałam.
- Czytałem twój pamiętnik. Przepraszam.
- Jak mogłeś !? - wrzasnęłam, byłam nieco oburzona.
- Wiem jakie są twoje marzenia, i jest taka możliwośc żeby się one spełniły.
- Nie wskrzesisz zmarłych więc o czym mowa. ? - obróciłam głowę w drugą stronę.
- Nie o to marzenie mi chodzi. Wiem , że jest ich wiele , ale pomyśl , które z nich najbardziej pragniesz ? Jest jedno wyjątkowe myślisz , że nie do spełnienia , ale okazuje się że jednak.
- Co masz na myśli.? - Nadal nie kontaktowałam.
- Wampir , pamiętasz. ? - lekkim językiem wypowiedział, żebym się nie przestraszyła.
- Do czego zmierzasz ?
- To twoje marzenia prawda ?
- Tak.. i nie jest miło gdy czytasz mój pamiętnik. - Wściekłam się.
- Przepraszam. - Rozmawialiśmy całą noc.
- Wiesz nie powiedziałem Ci jeszcze , że Cię obserwowałem - zmienił wyraz twarzy na poważniejszą.
- Zdążyłam to zauważyc. - Ruszyłam lekko wargą. Nasza rozmowa się toczyła , ale nad ranem usnęłam.
Kilka godzin później obudziłam się. Słońce świeciło , a śniegu już nie było. Stopniał , ale dzięki promieniom słonecznym było już sucho. Wokół mnie nikogo nie było. Kilka chwil później usłyszałam męski głos.
- Dzień dobry ! , jak się spało.?
- Hej. Dobrze. - Byłam przykryta kocem, chociaż nie pamiętam by któreś z nas go miało.
-Mam dla Ciebie niespodziankę. - Pomógł mi wstac.
- Umm jaką.- Czułam się jak księżniczka , która uciekła ze swojego zamku z księciem , znienawidzonego rodu.
- Zobaczysz. - Zeszliśmy z górki na dół.- Zamknij oczy. - Słowa Klausa brzmiały tak prawdziwie. Zrobiłam jak powiedział. Zaprowadził mnie w jakieś miejsce.
- Już możesz otworzyc. - Przede mną dróżka różowych kwiatów, niebo koloru morskiego błękitu , a wokół zieleń. Nic nie wskazywało na to , ze była zima. Czułam się jak w lato. Miałam ochote zdjąc kurtkę, i tarzac się w kwiatach. Poszliśmy na ławeczkę nad którą rosło drzewo.
- Pamiętasz jak mówiłem Ci o tym , że przeczytałem twój pamiętnik ? - Spojrzał na mnie teraz już szarymi oczyma.
- Tak, a co w związku z tym ?
- Jak obiecałem Ci , że spełnią się twoje marzenia ?
- Oczywiście , ale może mi wyjaśnisz o co ci chodzi ? - Znaliśmy się jedynie jeden dzień , ale czułam się jak gdybym znała się z nim co najmniej rok.
- Jestem wampirem. - Spuścił głowę w dół. Ucieszyłam się, ale z drugiej strony przestraszyłam.
- Wiem , że Ty też chciałabyś nim byc. Niepotrzebnie. Odbierasz sobie tym całą magię z życia, ale i tak postawisz na swoim prawda?
- Oczywiście - odpowiedziałam , bez zastanowienia.
- Ach wariatka. - Zamknęłam oczy. Poczułam usta Klausa. Lekko przejeżdżały po mojej szyi. To nie była do końca rozkosz, ale i ból. Zatopił w mojej tętnicy swoje zęby. Serce spowalniało , jak cały świat wokół mnie. Oczy zamknęły się. Nie czułam już nic..
CIĄG DALSZY NASTĄPI ...
Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!
PODOBA SIĘ ? :> <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Spojrzał się w szybę , akurat tak nisko gdzie było moje odbicie. Jego oczy.. Zrobiły się większe. Przeszedł tak cicho , jak gdyby wcale go tu nie było. Przez moment czułam się co najmniej dziwnie. On patrzył na mnie ja na niego , nasze spojrzenia mimo , że odbijały się w lustrze , spotykały się. Poczekałam do tego momentu gdy przeszedł kilka metrów dalej. Podniosłam się z dębowej ławki spoglądając kolejny raz na wysportowaną sylwetkę nieznajomego. Ruszyłam na wprost nie odrywając od niego wzroku.
-Kathia !? - szepnęłam, mimo chęci wydarcia się na nią.
- Kathia!? - powtórzyłam , spoglądając na drugą stronę przymierzalni z nadzieją , że właśnie tam się znajduje.
- Co. ? czekaj przymierzam. - Była za ostatnią zasłonką. Chwilę później wyskoczyła przebrana za...
-Kathia czy ty się dobrze czujesz ? - spytałam przerażona , ubraniem które właśnie przymierzała.
- no co przecież ładne, będzie na bal. - uśmiechnęła się.
- Przecież to ... strój Klauna. - złapałam się za głowę , ale widocznie dziewczyna nie miała zamiaru zmienic zdania co do kupna tego.
- Będzie śmiesznie. - uradowana przeszła w stronę kasy.
- Pamiętasz może tamtego chłopaka w autobusie ? - dłonie zaczęły mi lekko drżec.
- no pamiętam, nieziemsko przystojny mężczyzna, który zagapiony był w Ciebie swoimi cudnymi oczami.
- siedziałam tutaj na ławce patrząc się w szybe.. No i zobaczyłam jego odbicie..
- oo Beth szalejesz. - zadrwiła ze mnie.
- Nasze spojrzenia się spotkały
-No to chyba dobrze. - Kathia podawała już pieniądze za strój.
- Ale.. on miał takie straszne oczy.
- Ha ! Ha ! - Wyśmiała mnie.- dziewczyno , dawno nie spotykałaś się z chłopakiem , dlatego masz takie ujarzmienia.
- możliwe. - ten temat zostawiłam już na później.
,,I feel so close.. " - zadzwonił mi telefon.
- Halo.? - Odebrałam.
- Bethany ?! - odezwał się słodki młody głosik.
- Nie, Patric...
- Ha Ha Ha , bardzo śmieszne. - odpowiedziała Claire.
- Co tam chciałaś ? - spytałam.
- pójdziesz ze mną do kina ? mam 2 bilety na ,, Niemożliwe "
- Kiedy ? - Zastanawiałam się co będzie jeśli zaproponuje mi kino dzisiaj. Co zrobię z Kathią. Bo nie wypadało by tak ją tutaj zostawic.
- Dzisiaj, właściwie to za godzinę. - No i wykrakałam.
- Idź - ciepły głos Kathii dał mi znac.
- Okej. To gdzie i o której. ?
- przy multikinie o 19:30 - mruknęła.
- Okej. - rozłączyłam się i schowałam z powrotem telefon do kieszonki.
- Nie będzie to problem ? - zwróciłam się z tym do Kathii, w końcu to z nią byłam na zakupach i z nią powinnam wrócic.
- Nie , no coś ty. Posiedzę tutaj z tobą i poczekam na tą twoją koleżankę, a jak ma na imię.?
- Claire -powiedziałam ,z lekkim wstydem, że tak się zachowałam.
- a skąd ona jest. ? - Kathia zadała kolejne pytanie.
- Z południa. - Nasze tematy powoli się kończyły jak poprzedni seans filmowy. Jeszcze tylko chwila czasu , i moja koleżanka zaszczyci nas swoja obecnością. Te umilkłe chwile mijały jak wiecznośc, z każdą sekundą czułam się bardziej nieswojo
- Hej.- z boku pojawiła się Claire.
- No to ja już pójdę. - pożegnałam się z nią całusem w policzek. Poszliśmy na seans. Usiadłyśmy na małych granatowych skórzanych fotelach wtapiając się w ich cudowny materiał. Spojrzałyśmy na wychodzących z filmu ludzi. 3/4 z nich z chusteczkami w dłoniach. Mnie się nie da tak łatwo rozczulic. Weszłyśmy na ogromną salę numer ,, 4 " , wchodząc na górę stąpając po czarnych stopniach podświetlających niebieskie światełko.Usiadłyśmy w 8 rządku. Tym razem ludzi przybyło o wiele mniej. Było tylko kilka osób na sali. Za nami jeden mężczyzna, który kogoś mi przypominał. Jego oczy lśniły na złoto. Siedział jak gentelmen , zapatrzony cały czas w jeden punkt.
- Ej kojarzysz może tamtego mężczyznę ? - wskazałam z ukrycia palcem.
- Nie, nigdy go nie widziałam. - Spojrzała się na mnie jak na dziwoląga.
- Wiesz, dzisiaj już spotkałam go trzy razy... dziwnie się na mnie patrzył.
- Chętnie bym Ci pomogła, ale nie wiem kto to jest, pewnie jakiś frajer - Uśmiechnęła się do mnie myśląc , że to mnie jakoś pocieszy.
Wyszłyśmy z seansu. Byłam jedną z nielicznych osób które nie płakały. Wyszłam , żegnając się już z Cleire która nie była za bardzo rozmowna.
Otworzyłam szklane drzwi , idąc prosto w stronę domu. Byłam już nie daleko.
Zza rogu wyszedł mężczyzna, ten sam co w autobusie...
CIĄG DALSZY NASTĄPI ...
Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!
Mam nadzieję , że wam się spodoba ! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (25) ›
 

 
Do Beżowej Baskinki złożyłam czarne buty emu. Wyszłam przez frontowe drzwi , zaczepiając lekko stopą o nie duży próg. Na dworze zrobiło się szaro. Niebo takie jak w ostatnich dniach. Całe słońce które rozweselało dzień znikło tak szybko jak poranna mgła. Patrząc w górę zauważyłam małe drobinki śniegu. Znów padało a na moich włosach kolejny raz pojawiły się białe płatki przypominające kształtem różnorodne gwiazdy. Dotknęłam ręką furtki , na której już zdążyła się osadzic mała warstwa tak białego jak czerwona jest krew , puchu. Nie zdążyłam nawet zrobic kroku , a z mojej prawej strony zauważyłam cień.
- Gdzie się wybierasz o tej porze ?- usłyszałam męski głos. - Nie za wcześnie na wycieczki po mieście.? - dokończył
- Damon ! Co Cię sprowadza ? - spytałam lekko zdziwiona jego obecnością tym samym przerażona tym jak szybko znalazł się obok mnie. Dopiero co nikogo tu nie było , nawet nie zdążyłam całkiem otworzyc furtki , a on już się znalazł u mego boku.
- Aaa... taki poranny spacerek , sama rozumiesz.- Nie umiał kłamac, widac było po jego twarzy , że nie przyszedł na spacer tylko po coś innego. Mimo wszystko udawałam , że wszystko jest okej.
- No okej , niech Ci będzie. - odpowiedziałam z nutą sarkazmu. Ruszyłam w stronę domu mojej przyjaciółki .
- Ej ej , czekaj gdzie już się wybierasz ? - złapał mnie za ramię, obracając w jego stronę.
- Jedziemy z Kathią na zakupy, a co takiego chciałeś? - trochę znudzona zwróciłam się z tym w jego stronę , wypowiadając to trochę grubiańsko.
- Nie.. nic nie chciałem , po prostu dawno nie rozmawialiśmy i myślałem , że tym razem się uda, ale no cóż , może kiedy indziej. Miłych zakupów. - Odwrócił się, a jego twarz zmieniła się , przybierając wyglądem smutnego, nabuzowanego zrozpaczonego chłopca.
- Czekaj! - krzyknęłam. Jego buzia znów przybrała normalnych kształtów.
- Tak ?! - Uradowany spojrzał w moja stronę. Prosto w oczy. Nie wiedziałam co powiedziec, ale nie chciałam , żeby chodził taki smutny przez cały dzień kiedy ja będę bawiła się w najlepsze.
- Wiesz , może spotkamy się kiedyś na kawie i porozmawiamy ? - zaproponowałam, mimo lekkiej nie chęci, ale w końcu od czegoś trzeba zacząc , muszę zmieniac swoje życie stopniowo.
- Oczywiście. - uśmiechnął się słodko. - jeszcze się zgadamy prawda ? - wniebowzięty oznajmił bez żadnych skrupuł.
- Jasne. - Ja również byłam zadowolona. - Damon tym razem z radością na twarzy opuścił moje towarzystwo , a ja z oddali widziałam już Kathie stawiającą kroki na śniegu. Z daleka mogłam dostrzec na jej twarzy zmianę. Umalowana dziewczyna była coraz bliżej mnie , a jej usta podniosły się w górę. Dostawiłam kilka kroków i znalazłam się obok niej.
- no no, dopiero co nasza młoda Bethany opuściła swoją kryjówkę , a już wyrywa chłopaków.- wypowiedziała ruszając prosto przed siebie.
- Kathia ?! to tylko Damon.
- Każdy tak mówi. to tylko... hah a później wychodzi szydło z worka. - spojrzała na mnie jednym okiem , który pod wpływem pogody z zielonego zmienił się w szary.
-przestań, z nim nic nie będzie okej ? , nie podoba mi s..
- ale ty podoba się mu - przerwała mi.
- Skąd to możesz wiedziec. ? - analizowałam jej wypowiedź, dopytując się o inne wnioski.
- Po prostu wiem. - Uśmiechnęła się spoglądając cały czas przed siebie. Nic nie mogło jej teraz ruszyc , szła zagapiona w jedno miejsce. Mimo iż ze sobą rozmawiałyśmy.
- Dużo mi powiedziałaś, dzięki - Prychnęłam.
- Nie ma sprawy. - Obie wpadłyśmy w śmiech.
- Wiesz , cieszę się ,że nareszcie wyszłaś z domu , ostatnio często kłócę się z Paulem potrzebowałam wyjścia z przyjaciółką.- Tym razem Kathia spojrzała się na mnie, co rozluźniło atmosferę.
- A co znowu mu się ubzdurało? .- zachwycona tym , że wyszłam gdzieś po za dom powodowało , że coraz bardziej włączałam się w rozmowę.
- Wiesz jak to oni.. koledzy ważniejsi. Trochę mnie to denerwuję, i to właśnie przez to się kłócimy. - Zbladła jej twarz , oczy posiniały, a jej usta powróciły do normalnego kształtu.
- Aha.. Kurcze no szkoda ,tworzycie dobry związek szkoda by było gdyby przez takie coś się zepsuł. Ja nigdy nie miałam chłopaka więc nie wiem jak to jest. - moja twarz też przybrała normalnej formy.
- O to się nie musisz martwic , kochamy się jak 2 amory. - Kathia znów zmieniła nastrój , była tak rozpromieniała jak na początku. Byłyśmy już na przystanku. Czekałyśmy kilka minut na autobus , który miał byc na 12:15. Spóźniał się. Przyjechał 2 minuty później. Skasowałyśmy bilety i usiadłyśmy na końcowych miejscach. Na drugim końcu autobusu siedział , wysoki , przystojny brunet o pięknych piwnych oczach.
- Spójrz na niego , niezłe ciasteczko. - Kathia nie oszczędzała mu komplementów.
- No fajny jest , ale cóż mi z tego jeśli i tak mogę tylko na niego patrzec. - W tej chwili chłopak odwrócił wzrok od szyby i spojrzał się w naszą stronę uśmiechając się jak gdyby to wszystko słyszał.
- No co ty, patrzy się na Ciebie. chyba mu się podobasz. - Policzki mojej przyjaciółki zarumieniały. Odwróciłam głowę w druga stronę udawajac , że patrzę na niebiesko-szare budynki które przelatywały mi przed oczyma, ale kątem oka spoglądałam na niego. Jeszcze dwa przystanki i będziemy na miejscu. Nie minęło 3 minuty a już wysiadałyśmy. Pożegnałyśmy w myślach czerwono-czarny autobus , mający na górze zielony prostokąt z liczbą 7. Kostka przez którą miałyśmy iśc miała barwę zgniłej zieleni, ale doszłam do sedna i zauważyłam też lekkie przebłyski złotego.
Kilkanaście kroków i znalazłam się przed wielkimi szklanymi drzwiami otwierającymi się na w dwie strony. Na samym wejściu stało małe drzewko. Po mojej lewej stronie restauracja ,, Jack's " po prawo natomiast , sklep z książkami , do którego miałam zamiar wejsc jako do pierwszego. Galeria była okrągła , koloru kremowego z białym. Szłyśmy w stronę księgarni. Z naszego boku dobiegły jakieś głosy.
Były to bliźniaczki Williams.
- Cześc - odpowiedziały w równym tempie.
- patrz kto tu jest.- szepnęła Margaret do drugiej.
- Bethany ?! - Odezwała się Charlotte.
- no czesc dziewczyny. - Kathia z radością je przywitała.
- No tak to ja. - wymamrotałam coś pod nosem , nawet nie wiedząc czy cokolwiek z tego było słychac.
- Jejku - Ich oczy zalśniły a na twarzach pojawiło się wielkie ,, O ". Nie zastanawiając się długo , rzuciły się na mnie , przytulając. Ich piękny zapach czuc było w całej galerii ze zdwojoną siłą, aż zakręciło mi się w głowie od tak słodkich aromatów.
- Co u was słychac ? - spytała Charotte
- Wszystko w porządku a u was ? - Kathia powiedziała w naszym imieniu.
- Okej. Może spotkamy się za godzinę w KFC , porozmawiac ? - Margaret uniosła brwi. Jej słodka cera zalśniła. Była gdzieś mojego wzrostu , blondynka z długimi kręconymi włosami i zielonymi oczyma. Tylko rok młodsza.
- Okej. - Wreszcie coś wydusiłam.
- Ciao ! - Obie nas pożegnały.
Pierwszy sklep na jaki Objęłyśmy kierunek była księgarnia. Weszłyśmy , a nad naszymi głowami zadzwonił mały srebrny dzwoneczek. Przejrzałam kilka książek , ale jednak zdecydowałam się na jedną ,, Pamiętniki Wampirów ". Mam nadzieję , że miło będzie się ją czytało. Kathie nie interesowały książki , wciąż się rozglądała i zachwycała karteczkami z napisem ,, Wyprzedaż " na każdym ze sklepów. Nie mogła się powstrzymac. Kupiła stertę ubrań, ale ja również nie próżnowałam. Przymierzała co chwila jakieś koszulki , spodenki mimo iż była jeszcze zima, Kathia tak była nimi zauroczona , że kupiła ze 3 pary. Kilka bluzek z ciekawym motywem i trampki. ja również kupiłam sobie kilka rzeczy. Co prawda nie brałam żadnych krótkich spodenek, tylko kilka t-shirtów, 2 pary spodni i trampki. Kathia z każdym sklepem miała ochotę kupowac coraz więcej rzeczy. Staliśmy przed obiektem handlowym ,, Bershka"
- Muszę sobie coś jeszcze kupic - powiedziała Kathia obładowana torbami z zakupami.
- Nie za dużo już masz? Wystarczy ci dziewczyno. - zdziwiona odpowiedziałam.
- Jeszcze ze 2 bluzki. - Weszłyśmy do tego sklepu i tak jak powiedziała , kupiła 2 koszulki. Obróciłyśmy się o 180 stopni i zwróciłyśmy się ku KFC. Kilkanaście sekund i znalazłyśmy się na miejscu. Bliźniaczki już siedziały na miejscach z colą w dłoniach. Przysiadłyśmy się do nich z tymi samymi napojami.
- Jak leci wam życie ? - jedna z bliźniaczek spojrzała się na mnie.
- U mnie wszystko w porządku po staremu.- Kathia się odezwała. Była bardzo śmiała.. Taka jak ja kiedyś.
- A u ciebie Beth ?! słyszałyśmy , że nigdzie nie opuszczałaś domu. Nikt Cię nie widział.. - Ich słodkie buźki posmutniały. Nie rozumiem czemu każdego tak interesowało moje życie.
- To już przeszłośc - Uśmiechnęłam się w ich stronę. - a u was ?
- Wiesz , nasze życie trochę się zmieniło. - znów przybrały okrągłych kształtów. Charlotte Wyglądała identycznie jak Margaret , ale jedno miała inne - oczy. Miała tak śliczne tak jasne.. jak woda na Karaibach.
- Co masz na myśli , że się zmieniło. ? - zmartwiona spytałam
- Chyba to jest ostatni raz kiedy się widzimy. - Margaret spuściła głowę w dół a jej brwi opadły razem z nią.
- ale jak to , nie rozumiem - Tym razem Kathia pytała o szczegóły.
- Wiecie, nasi rodzice dostali nową posadę w Chicago, i... przeprowadzamy się tam na stałe.
- Kiedy ? - wyrwało mi się ze zdenerwowania. Były jednymi z moich najlepszych koleżanek , wiadomo , że nie chciałam ich wyjazdu.
- Właściwie to jutro. - Tym razem Charlotte dołączyła do swojej siostry. Rozmawiałyśmy jeszcze kilkadziesiąt minut , aby nacieszyc się swoją obecnością , ale niestety po tym czasie dziewczyny musiały się zbierac.
- My już musimy iśc , możliwe że kiedyś was odwiedzimy - Uśmiechnęły się, a my im to odwzajemniłyśmy. Oczywiście nie obyło się bez mocnego uścisku na pożegnanie. Bliźniaczki już wyszły , lecz my miałyśmy jeszcze czas. Kathia namówiła mnie na kilka sklepów. Poszłyśmy do Tally Weijl. Byłam trochę zmęczona ,postanowiłam usiąśc na ławeczce. W szybie zauważyłam piękną twarz mężczyzny , który zauroczył mnie sobą kilka chwil wcześniej w autobusie.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...
Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!
MIŁEGO CZYTANIA
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (30) ›
 

 
- Muszę wam coś powiedziec - wyrwał się z grona Jasper.
- co takiego , znów Cię policja spisała ? - zaśmiał się Nick. Jak na swój wiek Nick był bardzo dojrzały.
- Nie , nie tym razem.
- a co takiego? - Kathia przymrużyła oko.
- Zaręczyłem się. - wydusił z siebie siłą. - Wszyscy stanęliśmy jak wryci w ziemię. Niebo natychmiastowo ściemniało. Zamiast granatu widac było tylko czerń. Ziemia zmieniła kolor, z brązu w czarny. Stała się cisza.
- Z Vanessą ? w tym wieku , nieźle stary - poklepał go po ramieniu Damon.
- To kiedy ślub? - spytał ucieszony Ted. - Na reszcie jakieś wesele, oj nie wyrobisz na wódkę. - Powiedział , przy tym jeszcze bardziej się śmiejąc.
- Jeszcze nie wiem. Zobaczymy.- Staliśmy na drodze jak starzy dobrzy przyjaciele , do godziny 20. Potem każdy rozszedł się w swoją stronę. Weszłam po schodach na górę zatrzymując się na jednym ze stopni. Kucnęłam przyglądając się bliżej fragmentowi ściany. Lekki ślad łapki kota pozostawiony na zawsze. Uśmiechnęłam się sama do siebie , dotykając lekko nierównych fali. Przed wejściem do domu zauważyłam w oknie jeszcze Teda i Jaspera stojących na drodze z papierosem w ręku. Znów na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jednak częśc magii z tych starych czasów zatrzymała się. Następnego dnia miałam iśc z Kathią na zakupy. Dawno nie pałałam aż takim optymizmem. Na dobry sen poszłam do kuchni zrobic ciepłe czekoladowe kakao. Chwyciłam za ucho kubka na którym narysowane były wampirze zęby. Poczułam ciepło. Drgnęłam. Dotknęłam ustami kubka przechylając go w górę. Poczułam miękki kożuch z mleka, dotykiem przypominał mi o moich zwierzętach. Wypiłam do dna kładąc sie spac.


Obudziłam się, myślami będąc jeszcze we śnie, który ilustrował mi się od kilku dni. Z powrotem zamknęlam oczy, by przypomniec sobie jak to wszystko się toczyło...
W głowie krążyły mi różne obrazy, jednym z nich był napis BEDFORD, opuszczałam miasto. Nie zdawając sobie nawet sprawy, znalazłam się już na lotnisku. Plac lotniska był obszerny a wokoł niego pasmo drzew. Na samym środku jeden wielki samolot, który wyróżniał się spośród pozostałych. Z jednej perspektywy widziałam dwie wysokie osoby ubrane w czarne płaszcze, wsiadające do samolotu, a z drugiej orszak żołnierzy ustawionych w szeregu ze strzelbami, przygotowujących się do misji. Nie minęło kilka sekund, a widziałam zieloną tabliczkę z napisem `ATLANTA`.
Kilka osób siedzących w samochodzie rozglądało się na wszystkie strony, mijając dom, pałac raczej, który był wprost olbrzymi. Wzniesiony z piaskowca w kolorze kości słoniowej, zajmował prawie całą przecznicę. Liczne okna spoglądały z każdego piętra niczym uwazne oczy. Balkony z balustrami z kutego żelaza, trochę podobne do galerii okalających dom Teda. Zdobiły każde piętro a do nich metalowych zawijasów, przywarło bezwistne teraz dzikie wino(kolor). Spiczaste europejskie szczyty, pyszniły się rzeźbionymi gargulcami. Niska postac wyglądająca na mężczyznę, podeszła do wielkich rzeźbionych drzwi z ciemnego drewna.
Otworzyłam oczy spoglądając na biały sufit przypominający rozjaśniony promieniami słońca marmur.
Blask słońca przedzierał się przez moje kremowe rolety, rozweselając dzień. Podniosłam moją ciężką pupę z łóżka przecierając dłońmi , zaspane oczy.
Chwyciłam za szczotkę , leżącą 2 metry dalej , przeczesując moje dosyc długie brązowe włosy. Na nogi włożyłam ciepłe czarne ciapy w białe serduszka tym samym czując na stopie miękki materiał, który powodował że miałam ochotę tańczyc.
Obiełam kierunek - Łazienka. Weszłam przez brązowo- kremowe drzwi. Zdejmując powoli ciapy , dotknęłam stopą listwy, przez którą wczoraj mało co nie upadłam. Weszłam pod prysznic biorąc gorącą kąpiel. Wracając do pokoju spotkałam brata.
- No na reszcie gdzieś wychodzisz. - Nie dziwne , że się zorientował , byłam w szlafroku ,a w rękach trzymałam stertę ubrań, których do tej pory nie wyjmowałam z szafy.
- no patrz. - uśmiechnęłam się do niego.
- Tak trzymaj siostra. - spojrzał na mnie spode łba. Jego niebieskie oczy zalśniły pod wpływem promieni słońca. Dzisiejszy dzień zapowiadał się wspaniale. Przeglądałam godzinę ubrania , które zostawiłam na jakieś uroczystości. Znalazłam w tej stercie błękitną sukienkę , z wycięciami na plecach. Niestety jest zima i nie wypadało jej zakładac. Wybrałam w takim razie granatowo-kremowy sweterek , do tego czarne rureczki, beżowy płaszczyk i czarny komin. Podeszłam do mamy, zadając jej pytanie.
-Wiesz mamo wybieram się dzisiaj z Kathią na zakupy , dałabyś mi może coś pieniędzy. ?
- Okej poczekasz chwilkę , bo muszę , zadzwonic do koleżanki. - powiedziała w lekkim pośpiechu.
- Okej. - Wyszłam z pokoju, siadając w kuchni na krześle robiąc sobie herbatę. Miałam jeszcze chwilę czasu , więc mogłam sobie na to pozwolic.
Minęło kilka minut i Amelia przyszła. Wręczając mi 200 zł.
- Nie no mamo nie przesadzaj , tyle aż mi nie potrzeba. - powiedziałam trochę bardziej z sentymentu niż z chęci.
- Bierz , dawno nigdzie nie wychodziłaś , należy Ci się. - jej usta zadrżały tworząc półkole. Uśmiechnęłam się w jej stronę , zabrałam pieniądze i schowałam do mojego portfela w panterkę.
- Dziękuję. - Odezwałam się cicho.
- nie dziękuj, kup sobie kilka ładnych rzeczy.- Amelia podniosła lekko ton zwrotu.
Odwróciłam się i zakładając płaszczyk opuściłam mieszkanie.

Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!
Miłego Czytania !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (30) ›
 

 
-Właściwie to.. , albo nie ,nie będę Cię zadręczała moimi głupimi umyśleniami.
- No okej jak tam chcesz. - Spojrzała się w moją stronę. Szliśmy na wprost ulicy. Robiło się Ciemno. Ubrana w ciepłą kurtkę , odczuwałam w środku siebie zimno i pustkę.
-Nie zimno ci ? - spytałam Kathii.
- Trochę. Wiesz co..
- Wiem co. - Odpowiedział cichy głos zza naszych pleców podśmiewając się cicho.
- Ach Bethany , co u Ciebie słychac ,dawno Cię tutaj nie widzieliśmy. Nie miał nas kto rozbawiac pamiętasz ,, buty adasia " ? - Powiedział Jasper. Wpadłam w niewyobrażalny śmiech. Buty adasia Tak, moja głupota. Będąc u Teda spytali mnie czy mam buty Adasia, mając na myśli Adidasa ja bezmyślnie odpowiedziałam że są moje. Trochę było mi z tego powodu głupio, ale po pewnym czasie nie miało to już znaczenia.
- a u was co słychac.? - Ted , Jasper, Damon, Victor i młodszy brat Teda, Nick utworzyli koło stojąc na środku drogi. Ted mieszkał tuż obok mnie. Był dosyc wysokim blondynem o szarych oczach, nie był gruby , ale szczupłością też nie zachwalał zbuntowany 19 latek. Jasper kolejny sąsiad z drugiej strony. Wysoki brunet o niebieskich oczach, w tym samym wieku co Ted.. Damon przyjaciel teraz już były , z naprzeciwka. Średniego wzrostu , włosy czekoladowego brązu, oczy raz brązowe a raz piwne, był tylko rok młodszy od Jaspera i Teda. Viktor, rzadko było go widac. Przeprowadził się z Mamą i Tata po za Bedford. Jego siostra została , zamieszkując tu z babcią. No i Nick, Tak jak wspomniałam młodszy brat Teda rok starszy ode mnie. Był wyższy od niego mimo kilkuletniej różnicy wieku. Również blondyn , chociaż w dzieciństwie nazywaliśmy go ,, Bioły " ponieważ miał białe włosy. Jego oczy przybierały różne kolory. Jednego dnia miał szare innego zaś zielone. Czasami zastanawiałam się jak to jest możliwe. Ja osobiście miałam oczy brązowe z przebłyskami żółci. Stanęliśmy w naszym starym gronie zachwycając się swoją obecnością.
- U nas w porządeczku- przekrzyczał wszystkich Victor, z wielkim entuzjazmem. - okej, powiedziałem co chciałem teraz muszę już iśc. Czesc wszystkim - Victor opuścił nasze grono. W głębi siebie wiedziałam , że te dawne czasy odeszły , nie jest już tak jak kiedyś.
- Bethany, czym byłaś aż tak zajęta , że nie miałaś czasu nas odwiedzic. ? - Wtrącił się Damon.
-Przestań.. Damon. Nie rozmawiajmy o tym - Kathia podniosła głos. Byłam jej za to wdzięczna. Nie chciałam o tym rozmawiac. Pragnęłam tylko zapomniec i przejśc do następnego roździału mojego życia, a te wszystkie pytania oddalały mnie od tego.
- Okej , to przechodzimy do innego tematu. Kto chętny na papierosa. - Damon wyjął z kieszeni paczkę papierosów. Oczywiście Ted, Jasper, Damon rzucili się na nie jak pies na kiełbasę. My stałyśmy z boku przygladając się im. Nie paliłyśmy.
- Dziewczyny zapalicie ? - spytał Damon , odwracając się w naszą stronę spoglądajac nam w oczy.
- Nie dzięki. Nie palimy - Odezwałam się.
- Od kied... ?! - Wyśmiał nas Ted.
- Od bardzo dawna- wtrąciła się mu w słowa Kathia.
- Okej nie to nie - uśmiechnął się spoglądając na mnie Damon.
- Musze wam coś opowiedziec. - Wyrwał się z grona Jasper....

Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!

Dzisiaj krótki roździał , bo niestety nie mam weny. Jednam mam nadzieje , że chociaz trochę się wam spodoba. Pozdrawiam !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (34) ›
 

 
Wzeszło słońce. Nareszcie. Od kilku dni za oknami widziałam tylko szare niebo połyskujące srebrzystym metalicznym odcieniem. Poszłam do kuchni spoglądając w okno. Na przeciwko mojego domu stał żółty budynek przypominający kolor waniliowego budyniu. Dach czerwony jak krew płynąca w moich żyłach. Podstawa domu była w kolorze ciemnego brązu , miejscami żółci i bieli. Podwórko wyłożone granatową kostką. Przed domem spory kwadrat zieleni, ozdabiał całe 150m2 podwórka. Okna brązowe z prawdziwego dębu. Tak , to Dom Kathii. Mojej przyjaciółki , którą znam od Dzieciaka. Była wysoką, szczupłą brunetką o zielonych oczach. Miała starszego o trzy lata brata , który wciąż wyjeżdżał za granicę, rzadko było go tu widac. Jest godzina dziesiąta. Poszłam do łazienki wziąc prysznic , umyc zęby i się umalowac. Dzisiejszego dnia miałam zamiar zmienic swoje życie. Chciałam przestac bac się rzeczywistości i wreszcie wkroczyc do następnego etapu mojego życia. Chciałam zacząc wszystko od nowa, od początku. Otworzyłam jak zwykle skrzypiącą szafę z ubraniami. Wyjęłam kilka bluzek i dwie pary spodni. Założyłam czarne rurki, kremową bluzkę z ciekawym motywem, i buty nike. Niby wolałam byc anonimowa, nie zauważalna , ale dzisiaj się to nie liczy. Wyjęłam z kieszeni mój mały czarny telefon, wykręcając numer : 982-278-379. W słuchawce słyszałam jedno :
- Dzyn..
- Dzyn...
- Dzyn....
Nikt nie podnosił słuchawki. Rozłączyłam się i spróbowałam ponownie, myśląc że tym razem się uda.
-Dzyn.. - Halo ?! - Odezwał się rozbudzony głos Kathii.
- Hej to ja Bethany. Wiem dawno nie dzwoniłam , ale może wyjdziemy dzisiaj na dwór ?
- O mój Boże Bethany ! - wykrzyknęła z radością.- Jak miło Cię słyszec. Tak to prawda dawno nie rozmawiałyśmy i mam nadzieję , że dzisiaj to naprawimy. O 15 na ulicy ?
- Okej. - odpowiedziałam z nutą sarkazmu.
Włączyłam stojący w rogu pokoju Keyboard i zaczęłam grac znaną piosenkę Birdy. Wstałam z krzesła patrząc na godzinę. Każda minuta mijała jak godzina, co gorsze czułam jak gdyby mijała wiecznośc. Czy zawsze tak jest , gdy wyczekuje się najlepszego?. Wreszcie postawiłam kilka kroków zabierając kurtkę z szafy. Dawno jej nie zakładałam.. ach jak miło jest poczuc śliski materiał na swojej skórze. Podeszłam do drzwi otwierając je , otworzyłam tym samym nowy roździał mojego życia. Zeszłam na dół po schodach wyłożonych brzoskwiniowymi płytkami, chwytając się drewnianej barierki. Założyłam moje czarne kozaki i opuściłam moje więzienie, czując przy tym ogromną ulgę , jak gdyby dusząca mnie zmora odeszła w zaświaty. Ulżyło mi i coraz chętniej stawiałam kroki w stronę furtki. Pochwyciłam moimi brązowymi oczami osobę w czarnym płaszczyku. To kathia. Podeszłam do niej.
- Nareszcie jesteś. Opuściłaś swoją norę .Brawo- powiedziała lekko się uśmiechając.
- No kiedyś w końcu musiałam to zrobic.
- Jestem z Ciebie dumna. - Kathia była starsza ode mnie o 3 lata. Oczywiście ja byłam niższa od niej od jakies 5 cm. Średnie brązowe włosy opadały mi za ramiona. Powiew wiatru powodował że czułam się wspaniale.
- Może wybierzemy się kiedyś na zakupy - zaproponowała dziewczyna, podnosząc lekko głos.
- Na pewno, może jutro ?
- Okej. jeszcze się zgadamy. - powiedziała Kathia. - wiesz brakowało mi Ciebie, cieszę się że wreszcie wyszłaś na dwór - smutnie odparła.
- ja też się cieszę. Wiesz co muszę Ci coś powiedziec.. - Zwróciłam się bezpośrednio do niej.
- Co ? - ździwiona tym zdaniem zapytała.
- Właściwie to ...


CIĄG DALSZY NASTĄPI.
Kopiowanie lub rozpowszechnianie TEKSTU oraz innych elementów zawartych na mojej stronie bez Mojej zgody jest niezgodne z prawem, a co za tym idzie - ZABRONIONE!

!! + Chciałam polecic wam blog mojej koleżanki, również pisze książkę i na prawdę zapowiada się świetnie. bookofblood.pinger.pl/ wchodźcie komentujcie itp.
  • awatar вєℓℓα тнσяηє: Genialne! :D
  • awatar Gość: świetnie łączysz słowa. przez twoje ręce przezło pewnie wiele ksiazek. powodzenia! : )
  • awatar Mirela .: Podoba mi się, nawet bardzo. : ) Fajnie się czyta to wszystko, naprawdę. Powodzenia w pisaniu dalszych rozdziałów. : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (41) ›
 

 
Ocknęłam się z moich nierealnych wyobraźni. Podeszłam do okna w , którym zauważyc można było tylko coraz ciemniejsze chmury , a w dole pustkę. Już nikt nie biegał po podwórku , już nikt nie rozweselał ponurego dnia, teraz już miało byc tak zawsze, ciężko jest mi się do tego przyzwyczaic.
Znów spojrzałam w dół gdzie już nie było nikogo. Nie miałam żadnego zdjęcia. On żył w mojej pamięci, w moim sercu. Odwróciłam się w stronę drzwi. Przede mną Brązowo-szaro-biały dywan, w rogu Kanapa, a po prawo Moje biurko i płynąca z głośników muzyka. Postawiłam kilka kroków łapiąc za klamkę. Przez dłuższą chwilę po głowie chodziły mi różne myśli. Nie wiedziałam czy zostac czy opuścic to pomieszczenie. Jednak zaryzykowałam. Otworzyłam brązowe drzwi z białymi szybkami w środku. Opuściłam mój świat, kolejny raz. Postawiłam kilka kroków. Dotarłam do kuchni w której czekała moja mama z obiadem.
- Siadaj, zjesz obiad. - powiedziała odpływając myślami gdzie indziej. Zrobiłam jak powiedziała. Podała mi rosół , a potem drugie danie. Tak dzisiaj Sobota . Dzień tuż przed Niedzielą , której nie lubię. Nie miałam ochoty wychodzic dzisiaj z domu. Zjadłam.
- Może pójdziemy na zakupy ? może do galerii jest otwarta do 21. - Spytała Amelia.(Mama)
- Nie wiesz co nie mam ochoty. - odpowiedziałam przecząco. Odkąd to wszystko się wydarzyło , zrobiła się inna. Zmieniła się tak jak ja. Opiekowała się mną mimo iż chciałam pozostac w samotności. Niby było to dobre, ale wolę cierpiec w spokoju , aby nikt tego nie widział. Zabrałam talerz ze stołu i podeszłam do zmywarki wkładając do niej naczynia.
- Idę do siebie. - Moje słowa płynęły z ust jak ostrze wychodzące z czyjegoś ciała. Każde wypowiadanie się , jest dla mnie bólem.
- Dobrze. Jutro możemy się gdzieś wybrac, albo jak chcesz możesz pójśc z koleżankami. - Amelia odezwała się cicho.
- No możliwe , jeszcze się zastanowię.
Poszłam do swojego pokoju, zapatrzona w jeden punkt. Cienie stapiały się w jedno z tym co je rzucało. brązowo-szare odcienie nieba płynnie przechodziły w atramentową czerń, a błotnista ziemia pociemniała aksamitną sjeną.Wokół niemal cały świat zamarł w bezruchu , wstrzymując oddech jak zwykle pod koniec dnia , ludzie i ich towarzysze lubiący światło , zamykają drzwi a nocne stwory zaczynają polowanie. Usiadłam jak zwykle przy moim komputerze włączając to co najlepsze. Muzykę. teraz ona jest moim przyjacielem. Pogłębiając się w myślach. Czy jednak opuszczę jutro ten dom ? może zapomnę i wszystko będzie dobrze. Może mi wybaczą..
Dzień skończył się jak każdy inny. Ciemnością. Za oknami nie widziałam już światła, lecz mrok przeszywający moje ciało. Strach nasilający się , lecz jednak czegoś się domagałam. Aby nie bac się już nocy, tylko nią życ. Dalekie marzenia z każdym dniem zamieniały się w pragnienie. Spojrzałam na kanapę , podpierając się z boku parapetu. Dwa kroki i mogłam już iśc spac, ale coś mnie jednak zatrzymywało w bezruchu. Czułam jakby czyiś wzrok mierzył mnie od góry w dół. Ruszyłam się. Podeszłam do biurka biorąc książkę , następnie zwracając się w przeciwną stronę. Weszłam na łóżko. Położyłam się na białej poduszce w czarne serduszka. przykryłam się kocem w tygryska , chwyciłam książkę , lekko otwierając ją na 25 stronie. Palce wędrowały po suchej kartce pergaminu, na której wyryte litery tworzące zdanie ,, Jaka pokuta odkupi krew wylaną na Ziemię " Serce zaczęło mi szybciej bic, z każdą chwilą przyśpieszało, nogi i ręce zaczęły drżec. Zamknęłam oczy.
Zanużyłam się we śnie, który pokazywał mi to co chciałam. Między innymi mnie jako wampira. Czy jest taka możliwośc żeby to co nie prawdziwe stało się realne ? czy może to na prawdę się dzieję , ale nikt nie jest tego świadomy? Może istoty nocy nas hipnotyzują i wiemy tylko , że to fikcja? Wszystko jest możliwe, nie wykluczam teraz żadnej opcji. Jednak zastanawia mnie jeden fakt. Gdzie się ukrywają ? przechodząc ulicami patrze sie ludziom na ręce jak idiotka, czy może nie mają jakiegoś medalionu , który chroni ich przed słońcem. Jednak nie mogę rozpoznac który jest który. Faktycznie istenieje taka możliwośc, lecz nie sądzę , że kiedykolwiek to mnie dotknie. Mogę pragnac ile chcę , lecz nie dostanę tego czego pragnę, czego potrzebuję. Sen , który codziennie jest ten sam , ale ilustruje się w inny sposób. Nawet w nim czuję pragnienie jak wampir , który jest na polowaniu. Co robię w nocy ? lunatykuję ? udaję wampira gdyząc poduszkę ? ..
CIĄG DALSZY NASTEPI ...
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (24) ›
 

 
Kochany Pamiętniku. !
Dzisiejszy dzien jest czymś nowym. Początkiem nowego roździału mojego życia. Straciłam matkę równe pół roku temu , I jak każda normalna dziewczyna , która boryka się ze stratą nadal czuję ból. Nie mogę wciąż uciekac od życia, tylko z tego powodu. Życie toczy sie dalej ,a ja musze nim życ. Judith na pewno by tego chciała. Mówili ,, odeszla “ ale to nieprawda. Ona jest w naszych sercach I na zawsze w nich pozostanie. Zostałam tylko ja tata Bernard I mój starszy o cztery lata brat Matt. Wiem , że sobie poradzimy bo jak dotąd dawaliśmy radę. Czasami mam wrażenie , że Judith do mnie mówi. Szepcze mi coś na ucho, a ja nie potrafię tego zrozumiec. Jednego razu usłyszałam ,, Kocham Cię'' I były to najwspanialsze słowa jakie mogły wypłynąc z jej ust , po jej śmierci. Przez te szesnaście lat byłam świadkiem tylu tragedii, ilu żaden człowiek oglądać nie powinien i zbyt wiele spowodowałam sama. Noszę w sobie pamięć o śmierci wielu osób którzy nie powinni byli zginąć. Życie jest niesprawiedliwe ,ale nie możemy tak po prostu się poddac. Teraz zacznam nowe życie ,bez smutku I rozczarowań. Będę sobą mimo , że w głębi siebie pragnę byc kimś innym...a w zasadzie czymś.Wampirem. Tak Jest wczesne popołudnie. Za oknami szare niebo połyskujące w świetle dnia. Płynące chmury , raz ciemniejsze a raz całkiem jasne. Na dworze stopiony śnieg , leżący na każdym podwórku. Woda odzwierciedlająca realistyczność tego świata. Pokazuje rzeczywistość, szarą rzeczywistość. Niespełna kilka dni zajęło mi przygotowanie się do zmienienia swojej osobowości, która dawno temu straciła swoją magię. Ale powróciłam , i nie zamierzam upaśc ponowie. Zaczynam nowy żywot. Teraz.! ''
Ocknęłam się z moich nierealnych wyobraźni. Podeszłam do okna w , którym zauważyc można było tylko coraz ciemniejsze chmury , a w dole pustkę. Nadal trzymałam w dłoni pamiętnik i niewielki szkolny długopis , który zaczął się już wypisywac. Nie dziwne skoro od pół roku był prawie codziennie używany. Zaczął pisac gdy to wszystko się zaczęło i przestaje kiedy się kończy. Codziennie w szkole przyjaciele pytali ,, wszystko w porządku '' odpowiadałam ,, w jak najlepszym'' i za każdym razem kłamałam. Teraz już nie muszę udawac. Skoro to wszystko powoli przemija. Życie staje się łatwiejsze kiedy żegnam za sobą przeszłośc, ale nawet jeśli ona przeminie , zawsze powróci chociażby w postaci wspomnień.

CIAG DALSZY NASTĄPi ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (67) ›